Zapraszamy do lektury wywiadu jaki udzieliły wokalistki zespołu De Glor - zespołu z
Pruszkowa, który niedawno koncertował w naszym kościele. Zdjęcia z koncertu możecie
znaleźć tutaj.
Rozmawiał Wiktor Chudzyński
1. Jak doszło do powstania Waszego zespołu? Czy Pan Bóg miał w tym jakiś swój udział?
Ewa: Tak naprawdę to działo się to zupełnie naturalnie. Przyszedł do nas Przemek i
rozmawiając o wielu sprawach, w tym też o chórze, nagle ktoś - chyba Przemciu -
zaproponował żebyśmy założyli zespół który nie będzie śpiewał kanonów na głosy lecz
właśnie w sposób prosty, ewangelizujący chwalił Pana, rozwijał się muzycznie i służył
innym w odnalezieniu właściwej drogi. Może troszkę się zawiedliście, ale powstanie
DeGlor nie było poprzedzone długimi modlitwami o rozeznanie, po prostu chcieliśmy zrobić
coś muzycznego w tym duchu.Potem nastąpiło zapraszanie kolejnych osób do zespołu, a
resztę już znacie.
Iwona: Jestem przekonana, że wszystko co dzieje się w moim życiu nie jest przypadkiem.
Myślę, że Pan Bóg chciał, żebym była w DeGlor, dlatego zostałam zaproszona do śpiewania
w tym zespole.
2. Czy mogłybyście przybliżyć nam przesłanie jakie głosicie na koncertach uwielbienia?
Iwona:
Na koncertach uwielbienia staramy się poprzez naszą muzykę świadczyć, że Jezus
zmienił nasze życie. Śpiewamy i gramy o Jego miłości i cudach, które dla nas uczynił.
Jeśli ktoś kocha to chce dzielić się miłością z innymi ludźmi. Zostaliśmy obdarowani i
poprzez to, co otrzymaliśmy chcemy dziękować Bogu i Go wielbić!
Agata: Nasze przesłanie jest bardzo proste i dlatego pewnie nie jest zauważalne przez
większość wierzących, którzy oczekują wielkich, uduchowionych, wzniosłych rzeczy. DeGlor
śpiewem chce powiedzieć jedno. To, co jest najważniejsze. Co jest istotą: Jezus Cię
kocha. Daj się pokochać Jezusowi. Uwierz w Jego miłość i zaufaj Mu, jak niewidomy ufa
swojemu przewodnikowi.
Agnieszka: Odpowiadając na to pytanie posłużę się tekstem przepięknej piosenki Mateo:
"choć wielu ludzi mówi dziś
gdzie jest twój Bóg czy pomógł ci
co On ci może w zamian dać
może na próżno tracisz czas
lecz ja wiem gdzie jest mój dom
od kogo zależy mój każdy dzień
nie żyję po to by tu tkwić
istnieje ktoś z kim warto żyć
ref.
zbudź się zbudź
powstań chodź
nigdy nie poddawaj się
któż jest taki jak On
w mocy Jego zawsze stój
Jego królestwo inne jest niż ludzkie wartości władza moc
kto tylko pragnie w sercu swym może przyjść teraz jeść i pić
ten który ponad wszystkim jest nie chce by szatan oszukał cię
nie chce byś martwił zmagał się
odrzuć swe troski myśli złe
nikt nie odłączy nigdy nas od Jego miłości choćby kończył się świat
ten kto swe życie odkrył w nim nie umrze będzie żył"
Chciałabym powyższą treść przekazywać innym i sobie swoją obecnością w zespole.... i
czasem grą; )
3. Iwona, Ty sama jesteś także wokalistką innego zespołu, jeden z nich to taneczny
zespół ludowy, a drugi chór gospel. Podziel się z nami kilkoma informacjami na temat
Twojego zaangażowania w powyższe inicjatywy.
Iwona: Odkąd pamiętam moją pasją była muzyka. Zarówno śpiew jak i taniec daje mi wiele
radości. Dziękuję Bogu za to, że dał mi słuch, poczucie rytmu i postawił takich ludzi na
mojej drodze, którzy pomogli i pomagają rozwijać mi się w tym kierunku.
4. Czym jest dla Was możliwość oddawania czci Panu poprzez muzykę?
Iwona: Staram się, aby wszystkie próby i koncerty były moją osobistą modlitwą. Często
proszę Boga, aby uczył mnie śpiewać i aby poprzez mój śpiew docierał do ludzkich,
strapionych serc. Zdarza się, że podczas takiej modlitwy doznaję głębokiego wzruszenia i
nie jestem w stanie dalej śpiewać z resztą zespołu, dlatego zwyczajnie zaczynam się
modlić również słowami czy też tylko poprzez swoją obecność. Kiedyś podczas modlitwy
wstawienniczej zostały nade mną odczytane słowa z Pisma Świętego "Śpiewaj z radości". I
to staram się realizować każdego dnia. Kocham Boga i muzykę, a poprzez swój śpiew chcę
opowiadać o Bożej miłości i wspaniałych rzeczach, które czyni w moim życiu. Dzięki temu
również sama zbliżam się do Niego.
Agata: Niewątpliwie sama czynność śpiewania sprawia mi radość. Mi i pozostałym członkom
zespołu. Podczas prób - ciężko pracując - rozwijamy się też muzycznie. Ćwiczymy swój
warsztat wokalny, eliminujemy błędy, uczymy słuchać. Ale nie bez znaczenia jest to, co i
komu śpiewamy. Jedna z piosenek, którą wykonujemy mówi, że zdobią nas dary Chrystusa. To
dzięki niemu śpiewamy, to On chce i pozwala nam być w zespole. Jesteśmy Mu więc coś
winni. Mamy ogromny dług do spłacenia. Tak więc ciężka praca by nie zmarnować talentu,
by służyć tym innym jest chyba właściwym sposobem powiedzenia Bogu "dziękuję".
Agnieszka: Na pewno skoro robimy to co lubimy: gramy śpiewamy to i potrzeba tego
poczucia spełnienia, poczucia, że te klocki, którymi każdy z nas jest układają się w
jakąś spójną całość. Nie wiem kto to powiedział: "tylko wtedy kiedy jest coś ponad
życiem - życie staje się piękne". Myślę, że nasz śpiew, gra i te treści, które chcemy
przekazywać innym, mają głęboki sens tylko wtedy kiedy są w ścisłej łączności z Bogiem,
kiedy te słowa płyną z serca i kiedy możemy wciąż na nowo tymi treściami karmić nie
tylko innych, ale i siebie.
Na ostatnim koncercie w Brwinowie, kiedy "Chwalę Cię Panie" jeden z gitarzystów; )
zaczął grać w innej tonacji; ), nie włączyłam się w grę, więc można powiedzieć nie
czułam się "artystycznie spełniona", ale nie bolało mnie to jakoś bardzo, bo wtedy
szczególnie dotarł do mnie fakt, że przecież mogę się modlić i piosenka wcale "nie była
w plecy".
5. Jak ze swojego doświadczenia oceniacie poziom wrażliwości muzycznej młodych ludzi?
Czy jest aż tak źle ze śpiewaniem jak to czasami słychać w kościele?
Agata: Zależy gdzie się ucho przyłoży. Śpiew ma pomagać, ma być tłem do tego, co w
Kościele się dzieje, co dzieje się za każdym razem podczas Eucharystii. To jest
najważniejsze. To jest centrum. Tam, na ołtarzu jest żywy Bóg. I tam powinne być
skierowane nasze oczy, nasze uszy, nasze serce. Kiedyś przeczytałam taki tekst: " Panie
Boże, dziękuję Ci za babcię, która siedziała za mną w kościele podczas Mszy i okropnie
fałszowała. Dzięki temu wiem, że słyszę". Odpowiadając, powtórzę więc jeszcze raz:
zależy gdzie się ucho przyłoży...; -)
Agnieszka: Myślę, że poziom wrażliwości muzycznej ludzi młodych zależy od tego czym są
karmieni i w jaki sposób na muzykę uwrażliwiani.
To czy młody człowiek śpiewa w kościele zależy czasem od tego czy w ławce obok siedzi
jego kolega z klasy i może obciach głośno śpiewać, ale to nie kwestia wrażliwości
muzycznej tylko raczej specyfiki pewnego wieku. Czasem śpiew nie idzie dlatego, że
zwyczajnie nie ma go kto poprowadzić, słyszałam, że bywają parafie, że organista/tka gra
wszystko w jednej tonacji, a czasami bez względu na to w jakiej zaśpiewał Ksiądz.
Czasem nie sposób się włączyć w śpiew, bo nie znamy tekstów i nie ma slajdów.
Zatem jeśli mam się odnieść do wrażliwości muzycznej ludzi młodych, którą to
chcielibyśmy obserwować w kościołach to jest zdecydowanie bardzo dobrze. Młodzi ludzie
śpiewają zarówno przy gitarach żywsze kawałki, jak też przy organach spokojniejsze, lecz
nie mniej piękne treści. Może nie zawsze to słychać na rekolekcjach parafialnych, ale
wielokrotnie słyszałam to przy okazji innych rekolekcji, spotkań itd. Dlatego
zdecydowanie młodzież nie koniecznie chce się karmić "umca umca", DGA czy CFG, czasem z
młodych można wykrzesać bardzo wiele... jak się chce.
Iwona: Oczywiście często poziom wrażliwości muzycznej młodych ludzi pozostawia wiele do
życzenia. Brakuje nam dobrych wzorców, ale myślę, że powoli to się zmienia i coraz
częściej można posłuchać dobrej muzyki w Kościele.
Dziękuję za wywiad